Co stało się pół roku temu każdy kto mnie czyta doskonale wie. Mimo, że do tamtej pory pisałem rzadko to teraz przestałem zupełnie. Bynajmniej nie zapowiadam zamknięcia (ani przenoszenia) bloga. Jestem już prawie po sesji (ups...) i pomyślałem, że znajdę chwilkę na krótki tekst. Nowy, studencki tryb życia jest zupełnie inny niż dotychczasowy. Całe szczęście uświadomiłem sobie, że żaden ze mnie informatyk i jak mało wiem. ;)

PG

Jak do tej pory trafia mi się bardzo dobry zestaw wykładowców i ćwiczeniowców. Nie miałem jeszcze zajęć z żadnymi negatywnymi legendami tej uczelni. Pewnie tego nie uniknę, ale może to lepiej, że w pierwszym semestrze nie było dodatkowego stresu. ;) Niezależnie od tego niesamowicie fascynuje mnie materiał prezentowany w drugim semestrze. Zdaje się, że pierwszy to był taki wyrównawczy. A teraz? Kapitalne rzeczy! To co tygryski lubią najbardziej. Jakieś procesory, jakieś asemblery, jakieś oscyloskopy. :D Żeby nie było tak bajkowo muszę korzystać z najgorszego środowiska programistycznego jakie znam, czyli Visual Studio 2012 (koniec świata). Dołączony do niego system Windows Vista tworzy jeden z głównych zadań jakie należy wykonać na laboratoriach: "włącz komputer i visuala". Przewidywany czas: 15 minut. Linux mnie rozleniwił chyba za bardzo.

Akademik

Mieszkanie poza domem miałem już przed trzema laty, więc akademik nie jest dla mnie w większości niczym nowym. Zwłaszcza, że mieszkam w pokoju z dwoma kumplami z liceum. Wegetacja w De-eSie bardzo mi odpowiada. Mam cały czas spokój, mogę zająć się tym co uważam za stosowne. Czasu mam względnie dużo, bo weekend nie trwa u mnie w nocy z piątku na niedzielę. Nie piję, nie imprezuję, bo nie widzę w tym sensu. Spotyka się to w większości ze zwykłym zdziwieniem wśród współstudentów, ale są na takie podejście i bardziej radykalne opinie. Na ETI mam blisko, więc jest lajtowo. Szczerze współczuję ludziom z Sopotu, Gdyni i okolic. Są traktowani jak lokalni mieszkańcy (w praktyce nie mogą dostać akademika), choć to jest przecież prawie 20km. Niby jest SKM-ka, ale co to za rozwiązanie. Jak jest okienko lub dwa w ciągu dnia to trzeba sobie samodzielnie zorganizować jakoś ten czas, bo do domu wracać nie ma sensu. I tak oto bywają dni, że gdynianie i sopocianie (tak się odmienia?) spędzają prawie cały dzień na ETI mimo kilku godzin w planie. W tym miejscu widzę zaletę mieszkania poza Trójmiastem. 8 godzin jazdy autobusem do domu nie uśmiecha mi się, ale średnio raz na niecałe dwa miesiące pojawiam się w domu jak są jakieś święta lub inne wolne dni ustawowe.

Zasrany Gdańsk

W trakcie wojaży do najbliższego z marketu z sieci Stonka widuje się różne rzeczy chociaż te niecałe 3km drogi strasznie się nudzą. To będzie moja pierwsza wiosna w Gdańsku i coś co już raz się stało... roztopy. Żal za dupę ściska jak się chodzi po Gdańsku. Skupienie psich kup na metr kwadratowy jest tak duże, że nie da się normalnie iść po chodniku. Całe szczęście są jeszcze ścieżki rowerowe (nie wiedzieć czemu czyste). To przechodzi ludzkie pojęcie. Najgorsze słowa same cisną się na usta mówiąc o właścicielach swoich pupili. Na którymś z portali trójmiejskich był już o tym dobry artykuł. Padło tam stwierdzenie "jesteście gorsi od swoich zwierząt". Absolutnie się z tym zgadzam. Mało tego. Ignorancja zwykłego Kowalskiego sięga tak daleko, że mamy takie kwiatki jak wczorajsza akcja na Oruni gdzie pobito strażnika miejskiego, a potem poszczuto psem (czego efektem było pogryzienie funkcjonariusza) za nakazanie właścicielowi sprzątnięcia po swoim psie. DEBILIZM! Za takie rzeczy powinno się zamykać na co najmniej kilka lat, a rzeczywiście co będzie? Pewnie nic, sprawa ucichnie, wszystkim ujdzie to płazem i zakończy się najwyżej jakąś karą. Niestety tak jest ze wszystkim. Syf!

Zmiany na dysku

W końcu zainstalowałem sobie Archa i zmobilizowałem się do jego konfiguracji. Nareszcie czuję wewnętrzny spokój i lekkość. ;) Z powodzeniem korzystam z Gajima, QuodLibeta, VLC, Geany i Chroma. Jeszcze do niedawna Chrome mi wystarczał, ale sentyment do Opery pozostał. Rewelacyjna wersja 10.50 czeka na build Uniksowy. Kiedy tylko wyjdzie stabilna wracam do Opery.

Przyszła też konieczność nauki Pythona. Aż szkoda mi czasu spędzonego nad Rubym. Do wyboru miałem C++, C#, Javę i Pythona. Jako, że nie znam żadnego z nich (w sumie to pisałem cały 1sem w C/C++, ale niewygodny jest w porównaniu do pozostałych czterech) uznałem, że najszybciej nauczę się Pythona. Niewiele różni się od Rubiego, więc poczułem się jak ryba w wodzie. Wystarczyło poznać kilka subtelnych różnic między tymi językami, aby zacząć pisać projekty. Ucieszył mnie fakt, że prowadzący umożliwiają (niestety nie wszyscy) pisanie aplikacji w języku takim jak Python.

Wracając do bloga

W listopadzie minęły 4 lata od założenia tego bloga. Miał być tort, szablon, nowe wpisy, etc. Niestety nie będzie, a na pewno nie w najbliższym czasie. Przybyło obowiązków, a i poobijać się też trzeba. Wybaczcie chaos w powyższym tekście, ale wyszedłem już chyba nieco z wprawy, a na dodatek jest już wieczór. Zauważyłem, że Jogger przestał być "modny" i parę osób wielce przez niego "niezaspokojonych" przeniosło się na własny hosting. Ich strata. Ja nie mam zamiaru się przenosić (właściwie to dopóki będzie istniał Jogger). Jest mi tu nadzwyczaj dobrze.