W tym wpisie chciałbym krótko przedstawić swoją sytuację życiową i niejako usprawiedliwić się z braku aktywności na blogu. Leci na poziom 0, bo chciałbym się też dowiedzieć kilku rzeczy, o których piszę poniżej. Jakby nie patrzeć będę miał teraz przełomowy okres w życiu prywatnym i mam nadzieję w końcu zawodowym.

Hura, hura! Dzisiaj matura!

Już w najbliższy poniedziałek z rana puszczę sobie ten kawałek Farben Lehre i pójdę na pierwszy egzamin. Myślę, że nie będzie źle. Zdaję polski na podstawie, angielski na rozszerzeniu (ustny na podstawie) i matematykę na rozszerzeniu. Przez prawie cały okres liceum uczył naszą klasę najlepszy "zestaw" nauczycieli jaki tylko mógł. Jeżeli chodzi o przygotowanie do matury oczywiście. Dlatego nie czuję się zagrożony. Musiałoby się stać coś naprawdę poważnego, żebym oblał którykolwiek egzamin. Najbardziej boję się ustnej z polskiego. Jąkam się, ale za mało żeby móc jakieś żółte papiery zdobyć. :P Tekst prezentacji już mam i pozostaje się tylko tego trochę pouczyć, ale słyszałem, że na ustnych tak nie oblewają mocno. Jeszcze na pisemnej mogę polec... bo w ogóle nie jestem mocny z polskiego. Jeszcze mam ostatnie chwile na finalizację przygotowań. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. :)

A za 4 miesiące studia

Moje zainteresowania ukierunkowane były na informatykę już pod koniec podstawówki. Jeżeli do tej pory mi się nie znudziło to myślę, że to jest to co chcę robić w życiu. Mało tego! Nie wyobrażam sobie teraz innej możliwości. Samodzielna nauka "grzebania" w czym popadnie zrobiła swoje, ale dopiero w liceum dostałem solidną dawkę matematyki, która jest przecież podstawą dla tego kierunku. Jeżeli nie dostanę się na informatykę to rozważam jeszcze matematykę stosowaną, ale wolę o tym nie myśleć. ;D

Jako uczelnię obrałem sobię Politechnikę Gdańską. Rozważałem różne opcje, ale ta wydała mi się najlepsza. Poziomem kształcenia informatycznego (ETI) wybijają się całkiem nieźle. Politechnika Wrocławska to byłaby już przesada, a Gdańsk jest tak w połowie tej drogi. ;) Do Warszawy nie chcę iść bo po pierwsze uważam to za porywanie się z motyką na słońce, a po drugie nie lubię tego miasta. Największe obawy mam co do edykacji fizycznej, bo z tą u mnie jest przeciętnie (pal licho celujący w gimnazjum, jak w liceum ledwo 3). Na dniach otwartych było całkiem przyjemnie. Dobrze się złożyło, że z mojej klasy idzie tam sześć osób (w tym 5 na PG). Buszując po Joggerze napotkałem wielokrotnie blogi studentów PG. Właśnie tutaj chciałbym się zwrócić do braci Joggerowej. Powinienem wiedzieć o czymś szczególnym? Jak się tam "studiuje"? Po prostu takie 3 słowa dla nooba nie wiedzącego "z czym to się je".

I akademik

Myślę, że nie będę miał problemów z dostaniem się. Bilet autobusowy mówi o 334km. Mogę jeszcze zdecydować się na mieszkanie z dwoma (z tamtej szóstki) kumplami, ale koszty są prawie dwa razy większe. Po trzech latach mieszkania w bursie myślę, że mam już wpojone podstawowe odruchy pozwalające przeżyć w każdych warunkach. Mam nadzieję, że będę tam miał możliwość nauki (tak, zakładam takie coś). A może ktoś z Was mieszka w którymś DS-ie? :]

A blog...

Na razie poleży. Po maturach (ostatni - ustny angol - mam 15 maja) na pewno skrobnę jakieś kilka artykulików (mam już draft zaktualizowanego porównania skryptów for). Póki co muszę się skoncentrować, żeby wycisnąć ze wszystkich arkuszy maturalnych ile się tylko da. :)